9°C Pochmurno z przejaśnieniami

Kat ma swój grób, ofiary mają groby symboliczne

Kiedy: 0000-00-00 , godzina: 00:00

SPOŁECZNE, swój grób ofiary mają groby symboliczne - zdjęcie, fotografia

Działania wykrywcze (i procesowe) są grą błędów. Grę prowadzą obie strony, a mądra ofensywna taktyka sprawcy karmi się błędami popełnianym i przez prowadzących postępowanie. Z. Bielaj potrafił błyskotliwie wykorzystać wszystkie błędy drugiej strony; w czym pomogły mu jego kwalifikacje dziennikarza - przez jakiś czas sprawozdawcy sądowego. Znajom ość zasad postępowania umożliwiła m u zadbanie o to, by w protokołach znalazły się informacje, które mogły ułatwić mu obronę. Tak m.in. w protokole pojawiła się wzmianka o przejechanym zającu, która następnie przydała się dla wytłumaczenia, skąd w jego samochodzie znalazły się ślady krwi. Reszty dopełniły niedbałe oględziny, które trzeba było powtórzyć; a powtórzono je dopiero wtedy, gdy można było zidentyfikować znalezioną tam substancję jedynie jak o krew, nawet bez możliwości ustalenia, czy jest to krew człowieka. Niedbale udokumentowana obserwacja terenu (nie do wykorzystania w procesie), błędy w sztuce oficerów służby informacji, zdekonspirowanych nawet przez znajomych Bielaja; czy „zaparkowanie” milicyjnego helikoptera obok domu poszukiwanego, to szczególnie jaskrawe przykłady. Każdy błąd popełniony we wczesnej fazie postępowania, mści się koniecznością podejmowania wielu kosztownych, praco- i czasochłonnych działań, nader często niezdolnych zrównoważyć wcześniej poniesione straty.

 

Zabił przynajmniej pięć razy. Jedną z jego ofiar była pediatra Stefania Kamińska z Płocka. Zygmunt Bielaj, a właściwie Iwan Ślezko (bo tak się naprawdę nazywał) przyjechał po nią 5 czerwca 1970 roku. Skłamał, że w pobliskiej wsi dziecko potrzebuje pomocy lekarza. Mordercę tylko przez chwilę widział wtedy mąż lekarki. Później zeznał, że Bielaj miał ponure, złe oczy. Rozpoczęły się poszukiwania. Ciała nie odnaleziono do dzisiaj. Samochód do którego wsiadła Stefania Kamińska był wielokrotnie sprzedawany. Nowi właściciele czyścili i przemalowywali auto, zacierając ślady - dowody przewożenia nim Stefanii Kamińskiej. Śledczy nie zabezpieczyli też pieców centralnego ogrzewania w domu i na fermie podejrzanego. Nie potrafili potem znaleźć dowodów świadczących o tym, że doktor Kamińska nie żyje. Eksperci stwierdzili, że przy długim paleniu można zniszczyć zwłoki całkowicie.

W czasie procesu wyszło na jaw, że urodził się na Ukrainie i po przeszkoleniu przez NKWD, jako szpieg przeniknął do polskiej armii. Proces o zabójstwo lekarki trwał 15 lat. Zakończył się w styczniu 1985 roku. Sprawę umorzono, bo nie było ciała i świadków. Bielaj odpowiedział „tylko” za porwanie i rozbójnicze wymuszenia. Wyszedł po 18 latach. Iwan Ślezko Zmarł wiosną 1993 r. Pochowano go na koszt państwa, na pogrzebie był tylko personel domu opieki.

Na cmentarzu komunalnym w Płocku w sektorze 26, rząd 1, grób nr 26 znajduję się symboliczny grób płockiej lekarki Stefanii Kamińskiej. Kat ma swój grób, ofiara ma grób symboliczny. 

Porwanie doktor medycyny Stefanii Kamińskiej powróciło za sprawą pochodzącego z Płocka, Jacka Ostrowskiego w książce pt: "Ostatnia wizyta". Autor stara się odtworzyć na podstawie faktów zbrodnie sprzed lat.

Zmienione zostały nazwiska: Iwan Ślezko vel Zygmunt Bielaj to w powieści Jacka Ostrowskiego Iwan Siemieniuk/Zbigniew Pielach a Stefania Kamińska to Stanisława Krzemińska.

Kat ma swój grób, ofiary mają groby symboliczne komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się